„Google zmieniło system certyfikacji AdWords” – ta wiadomość spadła na nas niczym grom z jasnego nieba. Wielu z nas miało jeszcze ważne certyfikaty przez co najmniej pół roku i, nie oszukujmy się, nikt nie był zadowolony z myśli o kolejnym stresie i przeżywaniu egzaminu. Tym bardziej, że poprzedni nie należał do prostych, łatwych i przyjemnych. 170 pytań, przez które człowiek starał się przebrnąć w pocie czoła nagle zamieniło się w aż DWA egzaminy, każdy po 120 pytań. Progi zdawalności nie pocieszały ani trochę! 85% i 80%? Owszem, jesteśmy specjalistami, czujemy się nimi, mamy odpowiedni zasób wiedzy i doświadczenia, ale… Zawsze egzamin kojarzy się ze stresem i niepewnością. Czy aby na pewno moja wiedza wystarczy? Pod koniec marca postanowiłam się o tym przekonać.
Część 1. Log in.
Pełna niepokoju ale i nadziei udałam się w najdalszy kąt biura, aby w ciszy i spokoju przebrnąć przez egzamin. Zabrałam ze sobą laptopa, zasilacz i pocieszenie od moich kolegów. Będzie dobrze! – mówili. Heh, pewnie, że będzie. Musi być :] Ale i tak łatwo im było mówić, to nie oni szli na dwie godziny zmierzyć się ze sprytem i podchwytliwymi pytaniami Google…
Ściągnięcie aplikacji potrzebnej do uruchomienia egzaminu trwało tylko chwilę. Potem żmudne logowanie, hasła, dane, kody, nazwy, numery identyfikacyjne. Trochę czasu zajęło zanim pojawił się przede mną ekran z instrukcją obsługi aplikacji :] I tu pierwszy pozytyw jeśli chodzi o praktyczne podejście do egzaminu: gratuluję rozwiązania jeśli chodzi o sortowanie, podział i sprawdzanie pytań. Opcje dostępne do wyboru bardzo ułatwiają późniejszą kontrolę czasu. A dokładniej mówiąc możemy:
- zaznaczyć odpowiedź w pytaniach, których jesteśmy pewni (pytanie z odpowiedzią),
- zaznaczyć odpowiedź w pytaniach, których nie jesteśmy pewni i pozostawić te pytania do sprawdzenia później (pytanie zaznaczone z odpowiedzią),
- nie zaznaczyć odpowiedzi i zostawić pytanie na później (pytanie zaznaczone bez odpowiedzi).
Zatem jak przebrniemy przez wszystkie pytania to możemy wrócić do zaznaczonych z odpowiedzią, lub do zaznaczonych bez odpowiedzi, lub do wszystkich :) Jeśli oczywiście starczy nam czasu. Plus nowego egzaminu: pytania jednokrotnego wyboru.
Część 2. Awaria.
Nie jestem pechowcem, nie mam problemu ze sprzętem elektronicznym. Ale zawsze takie rzeczy mnie się przytrafiają :) Traktuję to w kategorii doświadczenia życiowego. A zatem: w trakcie mojego egzaminu dostęp do sieci w firmie został przerwany z przyczyn technicznych (nawet nie próbowałam dociekać kto jest za to odpowiedzialny ;). A ja… Cóż. 60. pytanie na 120… 1h 24 minuty do końca egzaminu… A tu nagle na ekranie wyświetla mi się komunikat o braku połączenia z serwerem! Panika osiągnęła punkt kulminacyjny. Jak to, czas leci czy nie? Co z moim egzaminem? Przecież powtórzyć go mogę dopiero po jakimś czasie… Po milionie myśli atakujących moją głowę w czasie tych kliku sekund, udało mi się jednak doczytać komunikat do końca… Otóż ta sprytna i zmyślna aplikacja przewidziała taką opcję! W komunikacie poza informacją o przerwaniu połączenia z serwerem widniała także informacja o tym, że klikając przycisk OK, łączę się z serwerem ponownie, ale wszystkie moje odpowiedzi są zachowane, a zegar egzaminu wstrzymany do czasu przywrócenia sieci. Wielki plus dla Google!
Część 3. Zasada 3 Z.
Sieć w końcu wróciła i mogłam kontynuować mój egzamin. Przebrnęłam przez wszystkie 120 pytań, po czym wróciłam do tych zaznaczonych. 40. Dużo. Ale czasu na szczęście również miałam spory zapas. Ogólnie ujmując egzamin jest nastawiony na praktykę. Niektóre pytania wymagały głębszej analizy sytuacji pod kątem: co będzie najlepsze dla klienta, jakie rozwiązanie będzie najbardziej efektywne. Czasem zdarzały się również pytania jakiego narzędzia należy użyć alby osiągnąć zamierzony efekt. Myślę, że pod względem pytań Google skupiło się na tym, by ostateczny Klient, dla którego tworzona jest kampania, był zadowolony z jej przebiegu. Otrzymanie certyfikatu po takim egzaminie w końcu stanowi swoiste wyróżnienie (szczególnie jeśli mówimy o egzaminie zaawansowanym). Zatem nawiązując do podtytułu: nie działa studencka zasada 3Z: Zakuć, Zdać, Zapomnieć. Zdecydowanie trzeba W-wiedzieć i P-praktykować, a najlepiej Znać się na Rzeczy :]
Część 4. Sprawdź
W końcu, gdy już udało się zaznaczyć odpowiedzi przy każdym pytaniu, można było z lekkim drżeniem ręki kliknąć przycisk . Stamtąd nie było powrotu… Ale i tu jak dla mnie Google wykazało niesamowite poczucie humoru :] Dojście od kliknięcia „Sprawdź” do ostatecznej strony z wynikiem było dłuższe niż się spodziewałam. Po drodze Google postanowiło zapytać jeszcze o parę rzeczy, szczególnie o sposoby przygotowania się do egzaminu. Klikanie w odpowiedzi, kiedy się czeka na wyniki siedząc jak na szpilkach, nie było czymś bardzo przyjemnym. :)
Część 5. Veni, Vidi, Vici, Google.
Przybyłam, zobaczyłam, zwyciężyłam. 92% egzaminu podstawowego, 90% z zaawansowanego. Całkiem nieźle. Jestem specjalistą AdWords. I tak, jestem z tego dumna :]
I dewiza życiowa na przyszłość… Niezbadane są wyniki Google!